wtorek, 30 października 2018

Czasem rzeczy najzwyklejsze- kiedy się je dzieli z właściwymi ludźmi- bywają niezwykłe.

Nicholas Sparks

Może znów niebawem przyjdzie taki czas, że będę tu regularnie chociaż dwa razy w tygodniu. Ale narazie muszę się zadowolić tym co mam i najpierw przejść przez wszystkie egzaminy, raporty i inne collegowe przyjemności. Nie mogę w to uwierzyć, że za chwile miesiąc moich urodzin czyli listopad, a jeszcze tak niedawno odliczałam dni do końca września, a potem do środka października. Mam wrażenie, że tylko zamknę oczy na chwile, a już jest zupełnie inna pora roku.

Ze spraw bieżących bardzo podoba mi się na praktykach w przedszkolu w którym jestem, a dzisiaj byłam na pierwszej wycieczce z nimi w dużym parku w którym jest farma ze zwierzątkami. I uwaga możecie być w szoku uprzedzam, bo tu w Wielkiej Brytanii inaczej wyglądają realia niż w Polsce, bo na 8 dzieci były az 4 dorosłe osoby. Wiec porównując do Polski, gdzie na 25 osób jedzie 2 przedszolanki jest ogromna różnica (dzięki Oluś za dane). 

Poza tym, uwielbiam te dzieciaczki. Wczoraj jeden chłopiec 3 latek wyznał mi miłość, a dziś inny chłopiec powiedział, że jestem jego najlepszym przyjacielem. Śmieje się do Sebka, że może czuć sie zagrożony, bo najwięcej czasu spędzam z chłopcami. To jest wspaniałe uczucie, bawić się z nimi, widzieć usmiech na ich twarzach. Uwielbiam jak niespodziewanie do mnie podchodzą, biorą za rękę i chcą coś pokazać, albo bawić się ze mną. Cieszę się, że od pierwszego dnia mnie polubili i choć jestem tylko dwa dni w tygodniu, oni mnie pamiętają, ba nawet wspominają w co się ze mną bawili i że chcą to powtórzyć.

Kolejna cześć niesamowitej Hiszpanii, gdzie czas stoi w miejscu, nikt nigdzie się nie śpieszy, jest ciepło, jedzenie jest rewelacyjne, ludzie usmiechnięci, a widoki zapierają dech w piersiach. Tym razem zapraszam Was głównie do obejrzenia fali, które były ogromne, pierwszy raz w życiu takie widziałam. I na koniec słynne mewy, które uwielbiam forografować.





mewa modelka musi być :)

Klara

sobota, 20 października 2018

Dużo łatwiej jest o czymś marzyć i śnić, niż naprawdę zaczać działać, narażając się na klęskę i odrzucenie.

Regina Brett

Dziś wróciliśmy z naszego pięknego tygodnia w Hiszpanii w Galicji, który jednocześnie był naszym miesiącem miodowym jak i również świętowaniem pierwszej rocznicy ślubnej. Było cudownie, ale oczywiście nie odbyło się bez nieprzewidywanych przygód i niespodzianek. Nie przedlużając zaczynajmy...

Lot jak dla mnie był niesamowity, takich turbulencji nigdy nie miałam, ładnie nas potrząsało, dla mnie to była radość życia, a dla Sebka niestety męka bo on nie lubi takich 'ekstremalnych przeżyć', ale jakoś udało mu sie  wytrzymać choć nie był tak szczęśliwy wysiadając jak ja, bo musiał najpierw ochłonąć :)

Po wylądowaniu na lotnisku w Hiszpani, poszliśmy do wypożyczalni samochodów i okazało się, że nasze auto, które mieliśmy wypożyczyć nie wróciło tzn. ta osoba, która miała go przywieźć nie pojawiła się o konkretnej godzinie i co najciekawsze nie mogli się z nią skontaktować, więc pan zaproponował nam zupełnie inne auto i nie automat ( jak jeździmy na wakacje to Sebek zwykle bierze automat, tym bardziej, że w Wielkiej Brytanii jeździ się po odwrotnej stronie niż w Polsce czy Hiszpanii) wiec Sebek wziął to auto i pan zaprowadził nas, żeby zobaczyć jak wygląda. I byłoby wszystko w porządku, na prawdę wygodne było, Sebkowi super się jeździło gdyby nie to, że jak dojechaliśmy do supermarketu to coś się stało z kluczykiem i nie dało się zamknąć auta, więc Sebek zadzwonił do wypożyczalni co ma robić bo przecież nie będziemy zostawiać wszędzie otwartego auta, ale niestety żadna z rad nie działała, więc musieliśmy wracać na lotnisko i jechać godzinę przez płatne auostrady aby zamienić na coś innego. I z racji tego, że było dosyć późno to nie mieliśmy wyboru i przydzielili nam zupełnie inne autko, ale na szczęście wszystko było z nim w porządku, oprócz tego, że Sebkowi za bardzo seat nie przypasował i nie wygodnie mu się prowadziło, w ogóle czasem to autko miało takie odpały, że potrafiło się zatrzymać pod górka i zamiast jechać do przodu na górce to chwile toczyło się do tyłu pomimo ręcznego, który sam się zaciągał, ah ta elektryka. 

Więc tak zaczął się nasz pierwszy dzień w tym pięknym słonecznym kraju. Na szczęście na ten dzień było koniec niespodzianek, późno zameldowaliśmy się w hotelu na szczęście nie było żadnego problemu. Miejsce przepiękne, trafił nam się widok na ocean i dosyć spory balkon. Sebek był bardzo zadowolony z wielkiego łóżka i śmiał się, że nareszcie będzie miał miejsce nawet jak będę wchodzić na jego połowę ;)

Nasza najbliższa plaża i najpiękniejsza, od razu się w niej zakochaliśmy jak ją zobaczyliśmy, kolor wody, piasek aż brak słów, żeby opisać to piękno, mołabym patrzeć godzinami i nigdy by mi się ten klimat nie znudził, nie potrzeba żadnej przeróbki, bo woda jest taka jak na zdjęciach, mieni się cudownymi odcieniami nieskiego, turkusowego i miejscami błękitnego. Pierwszy raz widziałam taki kolor oceanu Atlantyckiego.







Czy Wam też te skały przypominają pieska?

Klara

czwartek, 11 października 2018

Są takie miejsca, gdzie zwalnia czas. Warto przejść się po wydeptanych ścieżkach i zapatrzyć się w zburzone morze...

'Minione Chwile' Gabriela Gargaś

Aż trudno uwierzyć, że byłam tu prawie miesiąc temu. Po powrocie z Polski czas jeszcze bardziej zaczął pędzić i z dnia na dzień odkladałam napisanie tego posta 'zrobię to jutro, jak będę mieć więcej czasu' i oczywiście jak wiadomo tego czasu tej pory nie znalazłam, zawsze było coś pilnego do zrobienia.
Zaczęłam praktyki w przedszkolu dwa dni w tygodniu od 8:30 do 4:30 więc dopiero o 5 jestem w domu, a nawet czasem po. W międzyczasie trzeba coś ugotować na kolejne dni, odrobić lekcje aktualnie sezon na raporty i eseje się rozpoczął i miałam do napisania 3 pracę , jedną na ok. 700 słów, kolejna 1500 i następna praca koło 1000 słów jak nie lepiej.

Czasami mam wrażenie, że ledwo co usiądę zacznę pisać, a już muszę iść spać, czuje jak czas przecieka mi przez palce. Jedną pracę już oddałam, a na dwie jeszcze nie mamy terminu, ale trzeba było je zacząć pisać. Musze się mocno zmobilizować, żeby jak najwięcej zrobić do końca tego tygodnia bo od soboty do soboty lecimy do Hiszpanii i Portugalii na nasz zaległy miesiąc miodowy połączony razem z naszą pierwszą ślubną rocznicą więc będziemy mogli odpocząć i uciec choc na chwilę od tych collegowych obowiązków (tym bardziej, że mamy tydzien wolnego w collegu)

Pobyt w Polsce był dosyć szalony i niestety nie wszystko wypaliło tak jak miało być tzn. nie udało się zrobic mojej przyjaciółce niezapowiedzianej wizyty, bo ciocia w ostatniej chwili napisała, że nie może nas przenocować bo jej mama jest bardzo chora i wiec musialam napisać do Oli z zapytaniem czy możemy u niej na kilka dni zostać. Ale na szczęście potem juz wszystko się układalo, bo spędziliśmy super czas, a nawet wybraliśmy się we czwórkę na trampoliny więc było przezabawnie. 

Morze Baltyckie zaliczone, udało nam się być dwa razy jednego dnia i nawet zostać na zachodzie słońca, tego mi brakowalo tym bardziej, że dopiero nad polskim morzem byłam 2 raz w życiu.

Zdjęć wyszło sporo więc postaram się jakoś ciekawie je rozłożyć i obiecuje odzywać się jak najczęściej bo brakowało mi bardzo bloga i Waszych blogów również :)




























Klara