czwartek, 28 marca 2019

Radość przychodzi do nas w postaci chwil- codziennych chwil.

Marianne Power


Odnośnie cytatu, zgadzam się z nim w 100 procentach z tym zdaniem. Radość przychodzi do nas niespodziewanie i choć czasem mamy wrażenie, że dzień nie poszedł tak jakbyśmy chcieli, warto odnaleźć choć jedną pozytywną rzecz, myśl, coś co sprawiło, że się uśmiechneliśmy. Nie każdy dzień jest kolorowy, każdy z nas przechodzi przez różne doświadczenia, sytuacje, ale to od nas zależy jak będziemy reagować. Zawsze mamy wybór, narzekanie lub akceptowanie sytuacji.

Moja głowa jest pełna pomysłów, ale też jestem podekstytowana zbliżającym się wyjazdem na Teneryfe, a potem jeszcze tygodniem wolnego. Chce jak najlepiej wykorzystać wolny czas, nie tylko odpoczywać, ale także sie rozwijać jak i również zrobić coś do collegu. 

Od soboty zaczęłam ćwiczyć moją lewą rękę tzn. chciałabym bardzo nauczyć się nią pisać (jestem praworęczna). Wracając do mojego dzieciństwa, byłabym leworęczna, ale babcia przekładała mi kredki do prawej ręki bo w latach 90 było przekonanie ,że osoby, które piszą lewą ręką są gorsze (nie wiem czy u Was coś takiego było przekazywane z pokolenia na pokolenie), wiadomo starsi ludzie bardzo przywiązywali kiedyś uwagę do takich rzeczy więc moja babcia chciała tego uniknąć i sprawiła, że jestem praworęczna. Pomimo tego, że używam częsciej mojej prawej ręki czułam, że moja lewa ręka/strona jest silniejsza, bardziej dominująca tzn. zawsze w sporcie wszystko robiłam lewą ręką tzn. serwowałam piłkę w siatkówcę, kozłowałam piłkę w koszykówce i nawet w piłce nożnej kopałam piłkę lewą nogą. Bo po prostu prawą nie było mi wygodnie i nie miałam tyle siły co w lewej. Także wracam do przedszkolnych nauk i kupiłam sobie zeszyt ze szlaczkami, a potem jak cały skończę to zacznę literki. Narazie ćwiczę lewą rękę przez 10 minut i z czasem jak już przyzwyczai się to będę wydłużać czas.
Bedzie to dla mnie ciekawe doświadczenie, jak to jest w wieku 25 lat uczyć się pisać. 






domowe muffinki z krówką w środku :)

Klara

czwartek, 21 marca 2019

Wczoraj to historia, jutro to tajemnica. Dziś to wyjątkowa chwila.

Małgorzata Mikos

Nie mogę uwierzyć, że już mamy więcej niż połowę marca. Czas leci niesamowicie szybko, jeszcze chwilka, jeszcze tylko 10 dni do naszego wyjazdu na Teneryfe. Nie mogę się doczekać i z każdym dniem znajduje nowe miejsca, które możemy zobaczyć i zwiedzić. Teneryfę miałam okazję odwiedzić ładnych kilka lat temu, a dokładniej  4 lata temu, nie wiem kiedy to zleciało. Byłam wtedy ze znajomymi Anetą, Grześkiem i Andrzejem. Mieliśmy plany wrócić tam za 5 lat, szczególnie zobaczyć jak wyspa się zmieni i nasza wspaniała atrakcja - Siam Park najlepszy park wodny, na którym wybawiliśmy się niesamowicie, gdzie pojęcie 'strach' w ogóle nie istniał, bo chcieliśmy wypróbować wszystkie atrakcje. Plany sie zrealizują, tylko w nieco innym składzie, bo jadę tylko z Sebkiem. Ale ogromnie się cieszę, bo spełnie jego marzenie, bo mój mąż zawsze chciał pojechać na Teneryfę szczególnie do Siam Park. Dla mnie też będzie super okazja, żeby zobaczyc inne miejsca jak i zarówno wrócić do tych, które bardzo mi się podobały. Zapowiada się niesamowita przygoda, tym bardziej, że mamy wypożyczone auto na cały tydzień, więc będziemy mogli pojechać wszędzie, gdzie tylko będziemy chcieli. I na pewno zrobię małe porównanie zdjęć i jak zmienił się mój styl fotografowania :)

Wracając do aktualnych spraw, zaczęłam nowy blok w collegu i jeszcze 3 miesiące i skończę ten poziom. W przedszkolu jest wspaniale, w poniedziałek bedę mieć wizytacje, bo przyjdzie moja wykładowczyni z collegu i będzie mnie obserwować, także cieszę się jak i zarówno trochę się stresuje. Ale z drugiej strony będę mieć to z głowy, więc dobrze, że przyjdzie odwiedzić mnie jeszcze w marcu. 

Przesilenie wiosenne dalej mnie trzyma, już o 21 czuje się padnięta i ledwo wytrzymuje do 22, żeby pójść spac, mimo tego, że teraz śpie po 9 godzin, to rano czuje się bez energii, na szczęście później sie rozbudzam, ale to jest strasznie męczące. Jeszcze tak niedawno mogłam się kłaść po 23 i budziłam się przed 7 z ogromną energią, więc mam nadzieję, że to tylko okres przejściowy i niedługo wszystko wróci do normy.

Ostatnio kupiłam książkę Fit and Sweet Ewy Chodakowskiej i zrobiłam piernik ze śliwami, który wyszedł niesamowity i puszysty. Uwielbiam zdrowe przepisy, mimo tego, że mozna znaleźć dużo ich w internecie, jednak lubię kupować tradycyjne książki, szczególnie wydane w pięknej oprawie graficznej.

Czekam aż zrobi się cieplej i będę mogła wyjąć moje rolki. Wiosno przybywaj :)







Klara

niedziela, 10 marca 2019

Jak możesz coś zmienić, to zmień to. Jak nie możesz, to zaakceptuj albo zakończ.

Sylwia Trojanowska

Wczoraj rozwiązując jedne zadanie z książki 'Creative Flow' pod tytułem 'Opisz jaki jest Twój ulubiony dzień tygodnia i dlaczego' doszłam do wniosku, że ciężko wybrać mi tylko jeden dzień, ale po chwili słowa same napływały mi do głowy. I spokojnie mogę Wam powiedzieć, że moim ulubionym dniem jest sobota, tak i teraz większość osób pewnie pomyślała, '-jak to sobota, przecież to dzień sprzątania', ale u mnie dniem sprzątania jest czwartek, więc mój tydzień wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś.

Lubię sobotę mimo tego, że wstaje przed 5, bo mój Sebuś idzie do pracy na 6. Najpierw robię mu śniadanko, a potem pije herbatkę zrobioną przez mojego męża i czytam książkę, chyba, że jestem nadal zmęczona (bo zarwałam nockę i za późno poszłam spać) to idę na drzemkę, czasami godzinną, a czasami dłuższą. Do pracy mam dopiero na 11, więc jeszcze jak obudzę się o normalnej godzinie czyt. 8-9, to wciąż mam czas, więc coś obejrzę np. mój ulubiony serial 'O mnie się nie martw' albo zrobię trening, a potem szykuje się do księgarni. Każda sobota wygląda trochę inaczej, czasami jest więcej klientów, czasami więcej zamówień internetowych, ale zawsze jest coś do roboty. Lubię włączyć sobie RMF Maxx polskie przeboje, bo często w sobotę lecą fajne hity, zarówno nowe jak i starsze i cichutko w tle mi gra. Zawsze mam ze sobą mojego Kindle i jak nie ma klientów to relaksuje się przy dobrej książce i tak mija mi czas do 16. Potem jak co tydzień w sobotę obiadek u mojej mamy, powrót do domku, czasem trening jak nie zdąże rano albo jego brak, jak wypada moja przerwa i często coś słodkiego zdrowego piekę,  ciasto, muffinki, a innym razem gofry albo budyń jaglany. Wieczorem relaksująca maseczka i znów książeczka. I tak mija mi sobota. 

Wiadomo, czasami dochodzą obowiązki collegowe, ale staram się, nie zostawiać nic na weekend, żeby móc się zrelaksować i odpocząć. I tak wygląda mój ulubiony dzień.
A Wy jaki lubicie najbardziej dzień tygodnia i dlaczego? :)

U mnie zapowiada się luźny tydzień, bo tylko w poniedziałek i we wtorek idę do przedszkola, a od środy do piątku mam dni wolne od collegu,bo mam tzn. down week, czyli tydzień przerwy pomiędzy blokami, na szczęście wszystko mam zdane więc nie muszę przychodzić do collegu, ale jak ktoś musi coś poprawić ze starego bloku, to właśnie w te dni może przyjść i zaliczyć.

Pogoda szaleje, dzisiaj z rana padał śnieg, co prawda nic go nie zostało, ale czuć mroźne powietrze na dworze. Więc w zimowym klimacie wracamy do zdjęć z lutego i naszej wyprawy w góry.







Klara

środa, 6 marca 2019

Nie porównuj się do innych; skup się na tym, co możesz zrobić; bądź dla siebie dobry; pozwól sobie na odpoczynek i relaks; ciesz się drobiazgami.

Jodi Ann Bickley "Milion cudownych listow"

Marzec zaczął się nieco dołująco, okazało się, że muszę poprawić raport na 2000 słow, bo niestety nie trafiłam w klucz i kilku czy kilkunastu rzeczy brakuje, więc od kilku dni się męczę i już nie mogę doczekać kiedy go poprawię i mam nadzieję, że zaliczę. Próbuję się nie poddawać i myśleć pozytywnie,ale nie zawsze mi się to udaje. Kilka dni marca mi przeleciały niestety na stresie, zmartwieniach i zamiast cieszyć się z wolnych dni ja ogarniam raport, a w przerwach robie sobie małe przyjemności i czytam bądź gotuje. I dziś doszłam do wniosku, że podziwiam osoby które pracują kilkanaście godzin przy komputerze każdego dnia, czy to w pracy czy w domu, ja bym tak nie potrafiła. Dziś po 4 godzinach, mam po prostu dość i moje oczy też. Nie jestem przyzwyczajona do takiego trybu...

Małe smutki wkradły się w moje życie, ale na szczęście, coś się sypie, a w tym samym czasie coś sprawia mi jeszcze większą radość. Życie nie jest idealne, a przez doświadczenia stajemy się silniejsze.
Uwielbiam moje praktyki, moją grupę dzieciaczków od 2 do 3 lat. Widzieć ich usmiechnięte buźki, te niesamowite uczucie jak jeszcze dobrze mnie nie znają, a pytają się czy się z nimi pobawię albo czy im pomogę. W tamtym półroczu byłam w grupie 3-5 lat i też mi sie podobało, ale jednak teraz czuje się jeszcze bardziej w swoim żywiole. Starszaki są bardziej niezależne, a 2-3 latki proszą o pomoc nawet przy założeniu kurtki i to wydaje mi się super słodkie albo jak przychodzą się przytulać same z siebie. Widzieć jak każdego dnia odkrywają świat, zdobywają nowe umiejętności i dają ci zabawki mimo tego, że dopiero uczą się dzielić. Mam również cudownego opiekuna, aż chce się planować zabawy/doświadczenia dla dzieci, świetnie, że możemy rozmawiać co moge zmienić nastepnym razem, jak mi poszło i uczę się wyciągać sama wnioski co uważam, że było świetne, a co mniej.

Przyszła wiosna, co prawda tylko na chwilke, ale na szczęście zostały piekne wspomnienia w postaci zdjęć kwiatów i właśnie życie w Szkocji nauczyło mnie ,żeby cieszyć się z chwili i wykorzystywać słońce, bo w jednym tygodniu może być kilka razy bądź raz, a potem dopiero może przyjść za pare tygodni. Dlatego cieszę się, że za 24 dni lecimy na tydzień na Teneryfe, naładujemy się słonecznie i odpoczniemy od szalonych tygodni. 







Klara

niedziela, 3 marca 2019

Nie trać ani chwili, bo później właśnie tej chwili może ci zabraknąć, aby zawalczyć o szczęście.

Sylwia Trojanowska

I mamy marzec, a co za tym idzie pora podsumować luty, co się w nim wydarzyło i jakim ogólnie był miesiącem. Powoli zaczynam ogarniać co się wokół mnie dzieje, już się ucieszyłam, że w collegu zrobi się luźniej, a tu niestety kolejne prace do napisania i choć na chwilę tylko złapałam oddech, cieszę się, że w następnym tygodniu będę mieć dwa dni wolnego, to znowu odpocznę. Czasami mam wrażenie, że im bardziej się staram tym gorzej mi coś wychodzi, od jakiegoś czasu poranki stały się uciążliwe i choć zawsze lubiłam wcześnie wstawać, teraz odwlekam jak mogę wstanie z łóżka. Mam nadzieję, że to tylko przesilenie wiosenne i zaraz mój organizm wróci do normy, choć też może być spowodowane tym, że mam coraz więcej na głowie i za dużo myślę, cóż pewnie niebawem się okaże. 

Nie przedłużając podsumowanie lutego :

Czytanie/Książki

Pomimo tego, że luty miał tylko 28 dni udało mi się przeczytać 15 książek z czego jestem bardzo zadowolona. Luty był bardzo dobrym miesiącem szczególnie dlatego, że pojawiło się dużo nowości  na które czekałam. 

Bardzo podbała mi się książka Miłość z błękitnego nieba Krystyny Mirek, Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić Natalii Sońskiej, Jeszcze jeden uśmiech Magdaleny Majcher, Pierwsza miłość -krótkie opowiadania wielu autorów i (Nie) miłość. Z tobą i bez ciebie Nataszy Sochy.

Co do książki, która najmniej mi się podobała to Inna Kobieta napisana przez dwie autorki Karolinę Głogowską i Katarzynę Troszczyńską, jakoś mnie nie porwała, czasami miałam wrażenie, że opowieść jest zbyt chaotyczna.

Wycieczki


Walentynkowy wekeend w górach i pobyt w hotelu, który wyglądał jak zamek. Było wspaniale, bardzo kliamatyczne miejsce i nawet udało nam się odnaleźć trochę śniegu w górach. Pogoda rewelacyjnie nam dopisała, było słonecznie i jak na luty całkiem ciepło.


Luty był dobrym miesiącem, bo przyszła do Szkocji wiosna, w ostatni tydzień lutego, temperatura wskazywała 15 stopni i kwiaty zaczęły rozkwitać. Wybraliśmy się z mężem nad wodospad i do dużego parku, aby podziwiać naturę, spędzić ze sobą przyjemny czas i zachwycac się pierwszym wiosennym słońcem.


A Tu mojej mamy piesek Oro, mała sesja zrobiona przeze mnie, niedługo na pewno pojawi się na blogu. Choć na początku trudno było złapać go na zdjęciu, bo jest bardzo energicznym pieskiem i jak widział mój żółty aparat to skałał na mnie, to potem na szczęście był cierpliwym modelem :)

Fitness 
W lutym udało mi się zrobić 18 treningów, było trochę Chodakowskiej, Hula hoopa, a nawet tanecznych treningów, wiec był to bardzo różnorodny miesiąc pod względem treningów. Powoli też wprowadziłam wegetariańskie dni i pokochałam falafel :) Co kiedyś jadłam mięso codziennie, teraz udaje mi się maksymalnie jeść je 2 dni w tygodniu, z czego jestem bardzo zadowolona, bo wreszcie widzę efekty treningów i jakoś lżej się czuje :)

A jaki był Wasz luty ?

Klara