wtorek, 20 sierpnia 2019

Łapanie chwil ma w sobie jakąś magię. Coś, co trwa wiecznie, z czasem zaczyna nudzić, dlatego tak piękne są w życiu pojedyncze momenty.

Natasza Socha

Wciąż nie mogę uwierzyć, że dziś mamy 20 sierpnia, jeszcze 6 dni, a wracam do collegu. A pamiętam jak jeszcze w czerwcu odliczałam dni do tygodniowego urlopu w Polsce, a tu zaraz wracam na ostatni rok collegu. I będą znów odliczania do wolnych dni, choć chciałabym też zaplanować sobie kilka wycieczek nawet jednodniowych w ciągu roku akademickiego, tym bardziej, ze piątki będę mieć prawdopodobnie wolne więc moge podróżować i nie czekać na dluższe wolne. Myślę, że dobra organizacja i wszystko można zrobić.

Od dziś próbowałam wstawać wczesniej, nastawiłam sobie budzik na 6, ale niestety drzemka wygrała i obudziłam sie o 7. Chciałabym jak pójdę do collegu mieć wolne poranki, wstać godzine wcześniej, wypić kawę inkę z mlekiem (ostatnio codziennie ją pije, ale o różnych porach dnia, bardzo mi smakuje)i poczytać książkę, żeby tak jak w wakacje cudownie zaczynać dzień w sumie myślałam o ćwiczeniach, ale ciężko byłoby mi wstawać szczególnie jak zwykle budząc się wcześniej Sebek mnie przez sen przytula, więc lubię ten czas i ta godzinkę mogę sobie z nim poleżeć i poczytać przy okazji. Tym bardziej pomyślałam, że gdybym wcześniej wstawała, to również kładłabym się wcześniej wiec to byłby kolejny plus, bo zasypialibysmy razem bo tak to czasem ja się kręce z boku na bok albo coś czytam bądź przeglądam social media, żeby jakoś się zmęczyć.  Także jutro robię kolejne podejście i mam nadzieję, ze uda mi sie wstać o 6 i potem to kontynuować.

Ostatnio skończyłam czytać książkę 'Jak zostać panią swojego czasu' Oli Budzyńskiej i szczerze zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, co prawda z kilkoma technikami zarządzania czasem się spotkałam ale miło było sobie o nich przypomnieć. I wiem, że muszę wrócić do planowania, do zapisywania rzeczy do zrobienia bo wtedy wiem czym chce się zajmować i jak sprawić, żeby czasu starczyło na wszystko i jeszcze go zostało. Wiadomo w wakacje pomimo tego, że miałam pracujące miałam dużo wolnego czasu więc nie musiałam sie o nic martwic, bo trzy całe dni miałam wolne więc zawsze można było coś zaplanować, jak pójdę do collegu to zupełnie inaczej ułożą mi się godziny i czasu troche ubędzie. 

A dziś zdjęcia z małej wycieczki w nieznane tereny. Podoba mi sie to miejsce i chętnie bym tam kiedyś jeszcze sie wybrała.






Klara

środa, 14 sierpnia 2019

To jest uroda siatkówki. Nie możesz się załamać, gdy przegrywasz. Nie możesz przestać grać, gdy prowadzisz.

Wojciech Drzyzga

Niedzielny turniej poszedł nam znakomicie. Pomimo ulewy, silnego wiatru, przemoczonych ubrań, śliskich rąk daliśmy radę i znaleźliśmy sie w pierwszej trójce zajmując 3 miejsce. Pierwszy raz w życiu grałam w takich warunkach, było na prawdę ekstremalnie. Pierwsze dwa mecze przegraliśmy, nie mogliśmy poradzić sobie z pogodą, nie panowaliśmy nad piłką, przez co tracilismy łatwe punkty, nie udane serwy, nie dokładne przyjęcia, było strasznie. Ale potem udalo nam się pokonać pogodę, dawaliśmy z siebie 100 procent, pomimo tego, że było ślisko udawało nam się utrzymywać równowagę i rozgrywać akcje. I takim sposobem udało nam się wybrać 3 mecze pod rząd. Radość nie do opisania, może w innych warunkach jeszcze lepiej sobie byśmy poradzili, ale w takich ekstremalnych to dla nas jak zwycięstwo. 

Tydzień zaczął się szybko, w poniedziałek była ładna pogoda, ale niestety za bardzo jej nie wykorzystałam, bo cały dzień byłam w pracy, za to we wtorek jak wyszłam z domu o 11.30 tak wróciłam po 21. Najpierw pojechałam hulajnoga do Asi, a potem ona wzięła rower i razem wybrałyśmy się do parku oczywiście na siatkówkę. Pomimo tego, ze większa częśc parku była zamknięta bo na dniach odbędzie się tam jakies wydarzenie/zawody to udało nam się znaleźć super miejscówkę i pograć pare godzin. Mąż mnie zaskoczył, bo w połowie naszej siatkówki do nas dołączył i sobie pograł, tyle, że kilka setów był w przeciwnej drużynie i tak śmiesznie się stało, bo wszystkie moje sewy leciały na niego i niestety nie udało mu sie ich odbierać, przez co Andrzej się śmiał, że atakuje męża. Ale, żeby nie było Sebek potem się odegrał ścinając więc był całkiem interesujący mecz. Potem udało nam sie być w jednej drużynie i jeden set wygraliśmy,  a w ostatnim niestety Sebek się poślizgnął i uszkodził sobie kostkę, więc biedny teraz się męczy, a ja szukam sposobów na to, żeby nie miał spuchniętej. Żele narazie mało co dają, więc wieczorem spróbujemy okładów i usztywnień. Oby szybko mu przeszło, niestety nie pomaga to, że chodzi do pracy więc kostka nie może się zregenerować, ale mam nadzieje, że do końca tygodnia będzie lepiej i ten wypadek nie zniechęci Sebka do siatkówki, bo jednak fajnie nam sie razem gra i w druzynie wspiera.

A dziś siatkówkowe zdjęcia przed naszym turniejem udało nam sie złapać jeszcze nie deszczową pogodę i zrobic pamiątkowe fotki.






























Klara

piątek, 9 sierpnia 2019

Każdy zasługuje na szczęście. Bez względu na to co zrobił i co mu się przytrafiło.

Lisa De Jong

Tydzien, za tygodniem mija, a ja zbliżam się coraz bardziej do collegu i akademickiego roku. Z jednej strony jestem podekscytowana, nowe przedszkole, nowi ludzie w klasie, a z drugiej strony nie pogardziłabym jeszcze miesiacem wakacji. Bardzo się wkręcilam w siatkówke i czasami gram 2/3 razy w tygodniu i wiem, że jak pójdę do collegu to niestety będę musiała obrać inne proritety i jak choć raz na tydzień uda mi się zagrać to będę super zadowolona. Poza tym idzie jesienny sezon, więc nie będzie możliwości grania na dworze tylko będziemy musieli znaleźć jakieś zamknięte miejsce. Ale straram się jeszcze za bardzo nie martwić, co ma być to będzie, chcę jeszcze cieszyć się, że mam 2 tygodnie wolnego i dobrze wykorzystać ten czas.

Pogoda za oknem istnie jesienna, pada,wieje i jednym słowem jest nieprzyjemnie. Normalnie wzięłabym autobus do pracy, ale mam niesamowicie dobry humor (poza tym kontynuuje moje wychodzenie ze strefy komfortu) więc zakładam kalosze, kurtkę przeciwdeszczowa, wezmę sobie jakieś rzeczy na zmianę i pójdę do pracy. Może przy okazji uda mi sie zrealizować dwa pukty z mojej listy : spacer w deszczu i skakanie po kałuażach. I będzie super.

Coraz bliżej niedziela i mój siatkówkowy turniej, jestem bardzo szczęśliwa i zadowolona, a z drugiej strony zestresowana i przerażona. Wiadomo, głównie będziemy grali dla zabawy, ale chcialabym dać z siebie  wszystko, żebysmy chociaz przeszli do drugiego etapu. Z racji tego, że w naszej drużynie jest 5 Polaków (2 dziewczyny i 3 chłopaków w tym jeden na zmianę) Asia wymyśliła nazwę zespołu Polish Superstars, także jak to mówią nazwa mobilizuje do zwycięstwa :) Plus jeszcze będziemy mieć własnoręcznie robione koszulki, więc będzie pamiątka z tego dnia.

Jest nadzieja, że mąż ze mną pojedzie (jak nie będzie musiał robić nadgodzin w pracy) i będzie mi kibicowac i jak to powiedział Marek 'Twój mąż wreszczie pozna twoich ziomków z siatkówki' także miło. 

A dziś kolejna część oceanu w miejscowości Saltcoasts. Zdjęcia troszkę poprawione w programie, bo niestety w pochmurny dzień czasem ciężko robi mi się zdjęcia, więć niestety wyszły za ciemne, przez co musiałam je dla lepszego efektu rozjaśnić. Uwielbiam fotografować mewy, szczególnie latające.






Klara