poniedziałek, 28 grudnia 2015

Nie możesz żyć czasem minionym,by w ten sposób przywoływać najpiękniejsze dni. Musisz iść naprzód. Dzień za dniem. Rok za rokiem.

 Phil Bosmans
 

Za trzy dni pożegnamy stary 2015 rok i powitamy nowy 2016. Lubię te ostatnie kilka dni, niby nic wielkiego niby tylko zmiana jednej cyferki, ale ja lubię podsumowania roku, myślenie co dobrego przyniósł bieżący rok,  co się wydarzyło w danym miesiącu, co mogę zrobić, aby kolejny był lepszy. Snucie planów, marzeń, małych i większych celów. Lubię jak coś się dzieje, więc stawiam też na spontaniczność, wszelkie wyprawy czy po prostu zwykłe odwiedzinki kogoś.

Co dobrego przyniósł 2015 ?
 
Styczeń :
 
1.Wyprawa do Inverness, gdzie mogłam poczuć padający śnieg(w Szkocji to rzadkość)
niesamowite widoki dniem i nocą z zamku, cudowny klimat i spacer wzdłuż rzeki, a potem zimowy zachód słońca nad zatoką Moray.
2.Odkrycie pysznych liczi, które stały się jednym z moich ulubionych owoców. Najlepsze są w styczniu kupione w Lidlu.
3.Moje pierwsze drożdżowe bułeczki, z wymyślonego przepisu kolegi, wyszły znakomite.
 
 

Luty
1.Spontaniczna wyprawa na Teneryfę, pomysł padł jakoś w połowie stycznia, gdzie siedząc ze znajomymi marzyliśmy o ciepłym miejscu korzystając z tygodnia wolnego, który mieliśmy w collegu. Wyprawa trwała tydzień i było genialnie. Zwiedziliśmy całą wyspę i byliśmy w największym parku wodnym.
 
Marzec:
1.Wyprawa na ryby i powitanie wiosny nad jeziorem.
 
Kwiecień:
1.Pierwsza w życiu wyprawa na golfa i nauka tego sportu.
2.Lot do Polski i spotkanie się z przyjaciółmi
3.Pierwszy raz granie w kręgle.
4.Wyprawa nad szkockie jezioro.
 
 
Maj
1.Grillowanie nad jeziorem
2.Wielka wyprawa 12 h w góry i okolice z Anetką i Grześkiem.
 

 
Czerwiec
1.Lot do Polski, spotkanie z rodzinką i przyjaciółmi
2.Bycie w rodzinnym mieście i zobaczenie ogromnych zmian.
 
Lipiec
1.Wyprawa nad morze i zwiedzanie stolicy Szkocji.
 

Sierpień
1.Zdobycie szczytu Ben Arthur/the Cobbler trudniejszą ścieżką.
2.Mała wycieczka nad wodospad.

 
Wrzesień
1.Zdobycie Ben Vanue.
2.Dużo frajdy na a'la gokartach.

 
Październik
1.Rewelacyjny tydzień w Hiszpanii. Zobaczenie Magic Fountain w Barcelonie.
2.Dużo podróżowania po wybrzeżu Costa Dorada.

 
Listopad
1.Spontaniczny weekend z przyjaciółmi, wspólne pieczenie, świeczki z pomarańczy.
 
 
Grudzień
1.Zwiedzanie z klasą z collegu stadion Celtic, dużo śmiechu i radości.
 
 
Klara

środa, 16 grudnia 2015

Nie myśl jak zatrzymać dzień, bo i tak go stracisz, zastanów się zatem jak go nie zmarnować.

anonim
 
 
Dzisiaj był wspaniały dzień, bo pierwszy raz mogłam być na stadionie Celtic z moją klasą z collegu i Jamesem. Nawet nie pomyślałabym, że tak emocjonująca może być ta wyprawa, chociaż fanką piłki nożnej nigdy nie byłam. Fajnie było zobaczyć szatnię, gdzie piłkarze się przebierają, wszystkie trofea zdobyte przez Celtic, usiąść na krześle w specjalnym pokoju, gdzie siedzą komentatorzy meczu, a potem piłkarze udzielają tam wywiadu, a najlepszym uczuciem było wejść na stadion przez główne wejście, a potem usiąść w loży, gdzie siedzą specjalni goście.
Stadion prezentuje się naprawdę ładnie, był pusty, przez co wszystko mogliśmy dokładnie zobaczyć, pewnie inne emocje panują, gdy rozgrywa się mecz. I kto wie, może nawet kiedyś będę mogłabym być na jakimś.
 



































Klara


piątek, 11 grudnia 2015

Czas nas goni, czy my gonimy czas?

 me

Ostatnio byłam świadkiem dość ciekawej sytuacji w sklepie. Zjeżdżam schodami ruchomymi i przede mną jest sporo osób, można powiedzieć, że schody są przepełnione. W pewnym momencie ktoś przepycha i zaczyna zbiegać i wymijać starsze osoby, które były bliżej dołu. Pierwsza moja myśl, pewnie ta dziewczyna się gdzieś śpieszy, a druga, to nieco irytacja, że bez przesady, ale te pół minuty na schodach ruchomych nic by ją nie zbawiły. Tym bardziej, że schody nie były puste, więc niepotrzebnie wywołała zamieszanie, bo ludzie nie wiedzieli co się dzieje i musieli się jeszcze bardziej ściskać, żeby jej zrobić miejsce.

Z roku na rok życie się staje coraz szybsze, nie ma czasu na czekanie, wiele rzeczy chce się przyspieszyć. Ale po co? Jaki jest w tym cel? Wszyscy za czymś gonią, ciągle narzekają na brak czasu, a dokopują sobie w zamian tego obowiązków. Często są nieszczęśliwi, bo nie mają dni wolnych, a jak mają to nie potrafią ich wykorzystać na odpoczynek, tylko na nadrabianie zaległości. I tak w koło Macieju. A gdyby tak zwolnić chociaż na kilka minut w ciągu dnia, po co wychodzić na styk jak można przejść się na przystanek spacerkiem, a nie biegnąć gonić autobus, wstać te 10 min wcześniej, napić się aromatycznej kawy lub ciepłej herbatki, jak kto woli, zjeść pożywne śniadanko i zacząć dzień spokojnie, a nie szybkim pędem.

Ostatnie moje tygodnie minęły w zbyt szybkim tempie, szczególnie od poniedziałku do czwartku działałam jak robot. Nigdzie nie mogłam się wyrobić, ciągle się spóźniałam, aż James zaczął mi liczyć minuty spóźnienia i w myślę, że w przeciągu dwóch tygodni zebrałam co najmniej 100 min albo trochę mniej. Na szczęście w miarę szybko się ogarnęłam i od środy byłam co najmniej 5 min przed czasem. Najciężej jest mi wstawać jak za oknem ciągle ciemno, a w łóżeczku cieplutko i milutko. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni :)










































 
video

Klara

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Kiedy pesymista marudzi, optymista rozdmuchuje chmury.

Ewa Glińska

Świątecznych zdjęć na razie brak, niestety w weekend strasznie wiało i padało co uniemożliwiło mi pojechanie do centrum, ale na szczęście nic straconego, mam nadzieję,  że w piątek albo w sobotę zrealizuje mój cel.
 
W piątek miałam dość ciekawa sytuację, wracam z pracy do domu,  dzwonię domofonem i nikt mi nie otwiera, więc próbuje moim dotykowym kluczem i także nic nie rusza,  więc zadzwoniłam do mojego brata który był właśnie w domu, żeby zszedł na parter i otworzył mi od wewnątrz,  to również nie poskutkowało. Za oknem istna pizgawa,  nie dość, że padało to jeszcze masakrycznie wiało, nie pamiętam kiedy ja tak się namarzłam. W końcu wpadłam.na pomysł,  że wejdę do domu przez drugą klatkę, okrążę śmietnik i wejdę od tyłu do mojej klatki, na szczęście to poskutkowało,.dobrze ze są takie możliwość bo tak to musiałabym jechać na drugi koniec miasta i spać u koleżanki. W sobotę problem został rozwiązany w taki sposób, że komuś udało
się otworzyć drzwi, ale teraz nie można ich zamykać, bo znów się zablokują. Cóż..czasami technologia zamiast pomagać, szkodzi.
 
Po deszczach,  które przeszły przez Glasgow i które nadal przechodzą,  miasto w niektórych częściach zostało zalane i nie widać,  gdzie chodnik, a gdzie ulica. Na szczęście moje gumiaczki dają radę bo w niektórych miejscach woda jest do połowy łydek.

 mniaaam <3




Klara

środa, 2 grudnia 2015

To Twoje życie.Tylko ty jesteś za nie odpowiedzialny. Nie pozwól, żeby Twoje szczeście zależało od oczekiwań innych ludzi lub twoich osiągnięć. Znadź szczeście w sobie.

o.John Sturm SJ

I witam wszystkich w grudniu, niektórzy odliczają dni do Świąt Bożego Narodzenia, drudzy do wolnego, które ma nastąpić szczególnie gdy chodzicie do szkoły, collegu czy na uniwersytet, a jeszcze inni czekają na Sylwester i Nowy 2016 rok. Grudzień to ogólnie czas porządków, ustrojania choinki, domku, ogarniania wszystkich zaległych spraw, żeby w nowy rok wejść z czystą kartą i tak dalej, i tak dalej.

Czy jest przyjemnym miesiącem czy bardziej zabieganym? Myślę, że można odpowiedzieć na to i twierdząco i przecząco. W grudniu nauczyciele, wykładowcy chcą zrobić jak najwięcej i to jest miesiąc egzaminowy , u mnie wyjątkowo James wyrobił sie ze wszystkim i został tylko egzamin u Karen, na który dopiero są przygotowania więc pewnie będzie w kolejnym tygodniu. Drugi tydzień próbuje pogodzić dwie prace i college i mój organizm każdego dnia protestuje, żeby się obudzić. A największym paradoksem jest to, że w nocy nie chce mi się spać, a rano wstawać. Przez co niestety nie wyrabiam się na autobus i się do collegu spóźniam. Chyba muszę wprowadzić sobie drzemki bo między jedną, a drugą pracą mam 4 h więc mogę nad tym pomyśleć.
Z plusów grudnia, to według mnie śnieg(oczywiście o ile spadnie), pięknie przystrojone ulice, centra handlowe, niesamowita magia i klimat,w collegu wspólne gorące czekolady z koleżanką na przerwie, ktore są przepyszne i bardzo rozgrzewają. Poranny mróz, który często budzi mnie do życia i to wspaniałe świeże powietrze, czasami piękne wschody słońca, gdy nie jest mglisto.

A dla Was grudzień jest przyjemny czy zupełnie odwrotnie?

Świąteczne zdjęcia zrobię w sobote, bo wybieram się do centrum po pracy z aparatem, bo pięknie to wszystko wyglada i jest troszkę inaczej niż w tamtym roku, codziennie jeżdżę do szkoły tą drogę, ale nocą to miejsce będzie jeszcze lepsze.

A tymczasem zostawiam Was ze słonecznymi i malowniczymi uliczkami Hiszpanii :)






















 schody ruchome w środku miasta, ciekawy widok Tarragona
 fontanny na rondach w Barcelonie

Klara

środa, 25 listopada 2015

Czasem mała zmiana, może zapoczątkować ogrom zmian.

me
 
 
Listopad pędzi mi niespodziewanie szybko, moje życie naprawdę nabrało tępa i ma to swoje plusy i minusy, oczywiście jak wszystko. Ale jak na razie tych plusów jest dosyć sporo więc na nich się najbardziej skupiam. Od tego tygodnia zaczęłam nową pracę i tym sposobem pozbawiłam się 2 godzin z mojego czasu wolnego. Ale robię to co lubię czyli opiekuje się 3 letnią dziewczynką i bardzo się z tego cieszę, bo zostałam polecona przez znajomą więc to bardzo miłe.  Dużym plusem jest to, że pracuje od poniedziałku do czwartku ,więc weekendowe godziny wieczorne mam wolne. A opiekowanie się dziećmi to dla mnie sama przyjemność, wymyślanie różnych zabaw, czytanie książeczek itp. daje mi dużo radości. Julia opiekuje się dziś (25.11) trzeci dzień i wczoraj zostałam uznana za "Super ciocię", bo zbudowałam z klocków Julii sześciany(tzw. kostki) które naprawdę jej się spodobały, więc było miło usłyszeć taki okrzyk.
 
 
Pracę w kiosku kończę o 17, wpadnę do domku, a potem o 20.30 opiekuje się Julką.
A koło 22.40 jestem ponownie w domu. W okresie jesiennym to fajne urozmaicenie, bo na tygodniu i tak nigdzie wieczorem nie wychodziłam, a tak to mogę połączyć pożyteczne z przyjemnym. I mogę się rozwijać w kierunku opieki nad dziećmi, gdyż niebawem planuje rozpocząć studia przedszkolanki :)
 

 



















 
Klara


wtorek, 17 listopada 2015

Kto czyta książki, żyje podwójnie.

Umberto Eco
 
 
Weekend miałam niesamowicie udany.
W piątek po pracy, pojechałam do Anetki, żeby razem poćwiczyć zagadnienia do egzaminu z mówienia, ale jak to my najpierw zajęłyśmy się przyjemnościami (czyt. pieczeniem) i czas nam tak zleciał, że koło 11 zaczęłyśmy się uczyć, później się tak rozgadałyśmy, że nie opłacało mi się wracać do domu, poszłam spać koło 3, a potem od Anety pojechałam rano do pracy( na szczęście dzień przed byłam na małych zakupach więc ubrania na zmianę miałam ze sobą), w sobotę historia się powtórzyła. Ale było warto, wspólne nagrywanie się i śmianie się z własnych błędów, których nie złapaliśmy podczas mówienia.
Niedziele spędziłam u Natalki, popołudnie na soft play największym w mieście-Wonder World, a wieczór z Natką i Jurkiem, który kolega zaczął wprowadzeniem :
 
"W pewien jesienny, zimny i bardzo wietrzny wieczór,
gdy za oknem panuje niemiła atmosfera
miło jest usiąść w doborowym towarzystwie, ciepłym domku i znaleźć się w innym świecie,
zapalić świeczki, poczytać dobrą literaturę i zrelaksować się"
 
Tak więc koło 22 ,zgasiliśmy światła, zapaliliśmy świeczki, jedną sklepową, a drugą stworzoną z pomarańczy przez Jurka i czytaliśmy polską literaturę na głos.
 
"Znaczy Kapitan"- to zbiór opowiadań morskich. Bardzo ciekawym doświadczeniem było czytać na zmianę po kilka stron. Tym bardziej, że ostatnim razem po polsku na głos, czytałam jakoś w liceum ładne 3 lub 4 lata temu.
 
Zdjęcia z mojego telefonu :)
 
 przed pieczeniem :)
 
 



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Świeczka z pomarańczy stworzona przez Jurka
Klara